Wnyki
Bisz
3:05Chodnikowy wilk Aha Stare śmieci zbieram w stare szafy Dzieciaki klną na stare baby Ja się kłaniam już tak długo się znamy Tyle wariantów, chorób i pogód Życie kręci się wokół porodów i zgonów We wnykach dogorywa młodość Moje korzenie przechodzą przez oczodoły czaszek Wiją się w żebrach, jestem zbyt świadomy czasem nieszczęścia Przez chwilę widzę Twoje oczy jak gwiazdy i to przemija Jestem sam jak każdy, lecz młode dłonie znów zbierają moje kwiaty wiosną Z balkonu patrzę na ogrody które rosną i myślę o tych ludziach Którzy wciąż chcą żyć kombinując jak popchnąć zamiast ciągnąc syf W każdej rodzinie tu jakiś dzieciak to nadzieja Która czasem w podstawówce rośnie, potem się rozwiewa Coraz częściej się upewniam, że marzenia są po to By się nie spełniać bo nie świata tyczą ale serca Nie rozwijam się w tempie społeczeństwa Bo straciłbym istotę mego człowieczeństwa - wolność Są miasta, muszą trzymać to w klatkach Wielu pozwala sobie być sobą jedynie na melanżach Mówią mi chcesz dorosnąć, ja nie chce tak dorosnąć Mówią mi jak dorosnąć, w dwóch słowach Łap chomąto Jedyne czego chcą, twych mięśni i godzin A to kim jesteś, bądź poważny Kurwa, kogo to obchodzi? (Cicho) W koło ani żywej duszy, w tobie też (cicho) W koło żadnego odgłosu, w tobie zew (cicho) Zaczyna swą pieśń młodość, pusta miałka Ktoś położył chuj na świat nasz, masz mnie za świadka To prawda, masz mnie za dowód i masz się To życie kiepski żart, mówią ci, "Bierz je poważnie" Nie chcesz już słyszeć o hajsie, hajsie, hajsie Lecz nie ma nic ponad te walkę o srajtaśmę Oddaj się lub poddaj się Ja będę wyć do pustego nieba Choć dobrze wiem, że to i tak niczego nie da Będę czekać aż powrócą tu zmęczone echa Mego głosu wierząc, że usłyszę twój wśród nich I będę żyć na krawędzi cienia Na ostrzu prawdy nie szukając usprawiedliwienia Dla tego losu wszystkich ludzi bez imienia Bo ludzie to przyczyny a znaczenia to skutki Na ścianie wisi zegar, stanął Bóg wie kiedy Bóg niekiedy śni mi się i mówi, "Musisz przeżyć" Budzę się wkurwiony, nie mam sił a muszę wierzyć Że nonsens w którym żyje ma cel, ma mnie zmienić, zmieni A - może to z braku hajsu B - może to z braku sensu C - może to wynik lęków, przyzwyczajeń i kompleksów Można wymieniać dalej, przyczyn jest alfabet Ale skutek jest ten sam, dawno przeorałeś banie Jak jesteś pierdolnięty tu nie dają za to renty Jak raz się wpieprzysz w gówno, jesteś nim przesiąknięty Łańcuchy konsekwencji ciągniesz u nóg do śmierci Różnisz się od reszty, więc jesteś aspołeczny Wchodzę na wzgórze unieść lekko ciężką głowę, sam na sam z pełnią Towarzystwo ciężko znoszę Zawsze chyba byłem sam, zawsze chyba chciałem tego Na zegarku mam wciąż 00:00 Niech bije zegar w takt moich błędnych kroków Godzina duchów, sram na to, daj mi spokój Przerwa od śmierci, życie nie myślę jak je spędzić Myślę jak je spełnić, do pełni o tym wyje Nic to nie daje, ale co by niby dało gdybym zamilkł? Moja pieśń, moja miłość, nie czekamy na nic Gramy swoją rzecz, wielką rzecz z rzeczy małych Dobrze wiemy kim jesteśmy dla nas będąc nikim dla nich (Cicho) W koło ani żywej duszy, we mnie też (cicho) W koło żadnego odgłosu, we mnie zew (cicho) Zaczyna swą pieśń, młodość smutna, wściekła Znowu wszystko o nas, bez nas Szkoda łez na mleko rozlane Na wieku kamień już sam na amen Wieki wieków czekałem w sprawie wartej chuja, przelałem krew i atrament Wchodzę na krawędź jak wtedy, gdy byłem ptakiem Błękit był zaproszeniem wtedy, dzisiaj czerń jest rozkazem