Miłość Bez Ść
Kartky
6:00Mi powiedz, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś jak mgła Mi powiedz, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś jak mgła Od świtu do zmierzchu bez końca jest albo afera lub melanż Od dawna nie widziałem słońca, chcę tylko się znów sponiewierać Kolega na grupce wyrocznia, raperzy startują od zera Jak trzymałem ich na tych schodkach, zniknęli jak wjeżdża afera Się nie wychowałem na schodkach, z internetu od typa, cuckolda, cwela Ale pa tera, ale pa tera, trochę się tutaj pozmienia Niby szemrana kulturka, ale ciągle gadka o dragach i piciu A ich małe światy są pozamykane jak me automaty do misiów Chamy w kaszkietach i spodenkach w kratę, rękaw, coś na drugą łapę Woda piwnicy, choć wcale nie kapie, szuka Instagirl na kanapie W stołecznym klubie na szafie u barmana skitrane gumy i lakier Szuka aferki, nie łapiesz i zrobi, co każe mu ten, co da papier Ja znowu łapię siebie na tym, że Nie umiem śmiać się z życia i być psem Nie umiem zagrać tych ich wszystkich scen A Ty nie, nie Są tacy znani jak Paris i lubią krzyże na drogę Chcą się tam bawić i bawić, ja zrobię więcej niż mogę W ich głupich światach bez granic codziennie ktoś myli drogę I tak się czują wygrani ze swoim logiem i vlogiem Są tacy znani jak Paris i lubią krzyże na drogę Chcą się tam bawić i bawić, ja zrobię więcej niż mogę W ich głupich światach bez granic codziennie ktoś myli drogę I tak się czują wygrani ze swoim logiem i vlogiem, ej Piątkowe tango, muszę się zamknąć Tam, gdzie nie znajdą mnie chcę znów mieć wartość Zabrano mi ją dawno, pogardzam tą i tamtą Czasem za bardzo gniew się zlewa z prawdą W tej klinice nie pytają mnie o zdrowie (nie) Bo nikogo nie obchodzi co opowiesz, kiedy mówisz nieświadomie Mały lekarz w mojej głowie wymiksuje specyfiki i wyleje na wątrobę mi Pokłócony z Bogiem, kiedy oczy porobione Zakochany w sobie, po co mam wybierać, jak mogę brać obie? (Oh) Biorę tą i biorę każdą, co tu ma wartość Na pewno mnie nie znajdą, tam, gdzie się patrzą, he-e-e-ej To dla mnie tlen, wasza jebana zazdrość Luksus i elegancja, jest pełna palarnia Mała patolka zabiera się znów za cuckolda, go zgarnia tam Ma pomięte dwie dychy w majtkach na piwko i taksę W pomiętym pudełku po cieniutkich fajkach, w której został ostatni w paczce Wszystko się błyszczy i świeci, jest pełen parkiecik Szalone dzieci się bawią do raperów o charakterze jak śmieci A ja się kręcę i brzydzę i dlatego noszę ciągle głowę w chmurach I nie chcę serio nic więcej i cieszę się, że się pogubiłem w górach Art deco Mi powiedz, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś jak mgła Mi powiedz, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś jak mgła (Mi powiedz, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś, że jesteś jak mgła)